By upgrading you will be able to customize the visualizations and see data only on the keywords you want. No, thanks Start my free trial
Szymborska Wisława - Fotografia z 11 września Szymborska Wisława - Gaweda o milosci ziemi ojczystej Szymborska Wisława - Klucz Szymborska Wisława - Koloratura Szymborska Wisława - Konkurs pieknosci meskiej Szymborska Wisława - Kot w pustym mieszkaniu Szymborska Wisława - Lenin Szymborska Wisława - LICZBA PI
21.11.2015 21 listopada 2015. że „myśli te z całą siłą stały się widoczne w Paryżu”, „wkroczyły w nasze życie codzienne”. a po zamachu w Nowym Jorku utwór „Fotografia
To zbiór wspomnień 500 osób z 11 września 2001 roku w jednym miejscu ułożonych chronologicznie dzięki czemu możemy po kolei poznawać historię tego dnia. Czytając książkę, fragmenty wypowiedzi różnych osób, z różnych miejsc, z różnych dziedzin, składają się na opisaną minuta po minucie historię ataków na WTC.
. Skoczyli z płonących pięter w dół - jeden, dwóch, jeszcze kilku wyżej, niżej. Fotografia powstrzymała ich przy życiu, a teraz przechowuje nad ziemią ku ziemi. Każdy to jeszcze całość z osobistą twarzą i krwią dobrze ukrytą. Jest dosyć czasu, żeby rozwiały się włosy, a z kieszeni wypadły klucze, drobne pieniądze. Są ciągle jeszcze w zasięgu powietrza, w obrębie miejsc, które się właśnie otwarły. Tylko dwie rzeczy mogę dla nich zrobić - opisać ten lot i nie dodawać ostatniego zdania. W. Szymborska Nie słuchałam dzisiaj radia, nie oglądałam TV, więc nie wiem, czy trąbiono o tym cały czas, czy wspomniano w ilościach śladowych. Spędziłam chill-outowy dzień, jakiego potrzebowałam, wróciłam do siebie po wczorajszej imprezie. Zainteresował mnie... artykuł promujący książkę George'a Busha "Kluczowe decyzje" (przeczytany w kościele). Przypomniałam sobie, przemyślałam. Po co o tym piszę? Bo po raz kolejny doszłam do wniosku, że rzeczywistość bez TV działałaby lepiej. Z prasą, ewentualnie radio pełniące straż medialną. Świetnie. I wyszła na jaw moja hipokryzja. Przecież ja jestem uzależniona od Internetu....
W 20. rocznicę ataków z 11 września 2001 roku czcimy pamięć tych, którzy zginęli oraz łączymy się w bólu z tymi, którzy stracili przyjaciół i najbliższych. Nie zapominamy także o ogromnym bohaterstwie strażaków, ratowników i wszystkich, którzy narażając własne życie, ratowali innych. Nasze wartości nie zostały wtedy złamane. Dziś jeszcze mocniej trwamy wspólnie jako jeden naród. Zatrzymujemy się dziś w naszych codziennych obowiązkach, aby oddać im cześć. Chcielibyśmy przedstawić poruszające fotografie, publikowane po raz pierwszy, z archiwum Darii Siwiak. Zdjęcia przedstawiąją wyjątkową historię Polki, która wczesnego ranka 11 września udokumentowała, jak się później okazało, dramatyczne wydarzenia, które zmieniły świat. „We wrześniu 2001 roku spędzałam beztroskie wakacje u rodziny w Nowym Jorku. Rano, 11 września, obudził mnie telefon mojej ciotki Grace z informacją o pożarze który wybuchł na jednej z wież WTC. Pospiesznie się ubrałam, zabrałam aparat i wybiegłam z mieszkania, aby udokumentować, jak się później okazało, dramatyczne wydarzenia. Gdy dotarłam na miejsce, jednej z wież już nie było, druga spowita była kłębami dymu. Stałam nad brzegiem rzeki i nie wiedziałam co myśleć. Fotografowałam. Obraz ukazujący się moim oczom był surrealistyczny, przerażający. Nie miałam ani wiedzy, ani świadomości co się dzieje i na co właśnie patrzę. Stałam w nienaturalnej dla Nowego Jorku ciszy, otoczona milczącymi ludźmi, którzy tak samo jak ja nie wiedzieli na co tak naprawdę patrzą. Naciskałam raz po raz spust migawki, powtarzając sobie, że mam ze sobą tylko jeden 36-klatkowy film…tylko jeden… Dziś każdy z nas zrobiłby smartfonem setki zdjęć. Wtedy tylko nieliczni mieli przy sobie aparat. Obrazy które wtedy powstały są mocne. Fotografia jest tym medium które nie mówi co mamy myśleć, ale zmusza nas do myślenia, do refleksji.. Wróciłam do domu. Z godziny na godzinę docierały do mnie, do nowojorczyków informacje o tym co się wydarzyło, o tym, że nie był to nieszczęśliwy wypadek, ale atak. Choć minęło wiele lat od tamtych wydarzeń, obrazy wtedy zobaczone nadal są we mnie obecne, a dzięki fotografiom które wtedy zrobiłam, Państwo również możecie to poczuć i „wizualnie doświadczyć”.” Daria Siwiak: urodzona i wychowana w Warszawie. Z wykształcenia marketingowiec, z zamiłowania i z zawodu- projektantka minimalistycznej biżuterii. Jej pasją są długie miejskie spacery. Lubi podróżować, a potem czytać o tym co zobaczyła, nigdy odwrotnie. Uwielbia portretować ludzi, zwłaszcza kobiety. Umie dostrzec i wydobyć z nich to co najpiękniejsze. Chętnie fotografuje miejskie detale, ale tam pociąga ją brzydota. Marzy o wydaniu albumu. Dumna mama 11- letniego Hugo.
W tym roku przypada 20. rocznica zamachów z 11 września 2001 r. Dwie dekady temu dwa samoloty kolejno uderzyły w dwie wieże World Trade Center (Światowe Centrum Handlu), a trzeci – w Pentagon. Zginęło wtedy prawie 3 tys. osób, lecz w planach zamachowców zabitych miało być jeszcze więcej. Porwani pasażerowie czwartego samolotu, słysząc doniesienia o ofiarach, zasabotowali atak tak, że maszyna rozbiła się, zanim doleciała do celu. Także w zamachu na Pentagon zginęło mniej osób, niż gdyby uderzono w inną część budynku. Coraz głośniej mówi się, że Strefa Zero, mieszcząca się na gruzach wieżowca budowanego z ideą maksymalnego wykorzystania przestrzeni (a zatem bez takich zabezpieczeń jak np. schody ewakuacyjne), pochłonęła prawdopodobnie drugie tyle żyć. Na około 3 tys. ocenia się bowiem liczbę osób, które umarły na skutek zatrucia pyłem i substancjami wydzielającymi się z płonących, walących się konstrukcji. Większość z nich to osoby, które wolontaryjnie zgłosiły się do pomocy przy przeszukiwaniu oraz odgruzowywaniu strefy, nie wiedząc, co im grozi i jak ciężka przeprawa z amerykańskim systemem zdrowia ich czeka. Do liczby 3 jeszcze ci, którzy pracowali w Strefie Zero, a dziś chorują na nowotwory. Tragedia jeszcze po 20 latach zbiera swoje żniwo, trauma zaś rezonuje – po zamachu zachodnie społeczeństwa już nie funkcjonują tak samo, a konflikty w Afganistanie i Iraku do dziś pozostają nieuregulowane. O przyczynach, konsekwencjach oraz przebiegu zamachów, a także o ranie jątrzącej się w społecznej świadomości pisali oraz piszą różni twórcy, zarówno w z dziedziny publicystyki, jak i fikcji. W 20. rocznicę tragedii w Polsce ukazują się nowe książki i tłumaczenia podejmujące temat ataków z 11 września. Zapowiadamy nowości, ale także przypominamy klasykę. Jak wyglądał 11 września z różnych perspektyw? W tym roku mamy możliwość zapoznać się z wydaną już dwa lata temu na rynku amerykańskim książką Garretta Graffa „Jedyny samolot na niebie. Historia mówiona zamachów z 11 września”. Autor, dziennikarz-historyk postanowił dotrzeć do osób, które były blisko tragedii. Rozmawiał z kontrolerem, który sprawdził bilety porywaczy na bramce na lotnisku, z pierwszym strażakiem, który dotarł na miejsce tragedii i w przeciwieństwie do swoich kolegów, ocalał z zawalającego się budynku; przeprowadził nawet wywiad z Laurą Bush. Graff splótł ze sobą perspektywy różnych bohaterów, tworząc poruszającą, trzymającą w napięciu opowieść non-fiction. Ważniejsze niż aspekty polityczne czy późniejsze zmiany prawne są emocje, jakie towarzyszyły Amerykanom tamtego dnia – chaos, jaki zapanował, szok, niedowierzanie, dezinformacja (w 2001 r. telefony komórkowe odgrywały znacznie mniejszą rolę niż dziś). Rozdzielone osoby szukały siebie nawzajem, nie wiadomo było, kto przeżył, a kto ocalał. Zablokowano lotniska, wydano nakaz lądowania dla wszystkich samolotów odbywających loty i jednocześnie zalecono zestrzelenie tych maszyn, które pozostaną w powietrzu. Graff portretuje traumę w momencie jej powstawania, pokazuje panikę tamtych chwil i tworzy emocjonującą opowieść. Na jakie jeszcze reportażowe nowości warto zwrócić uwagę? Kamil Turecki w książce „Przerwane milczenie. Na gruzach World Trade Center” opowiada historię Polaków, którzy przeżyli zamach, oraz z krewnymi ofiar. Głównym bohaterem książki jest Jan Szumański, który kierował pracami porządkującymi na zgliszczach wieżowców. Inną premierą na polskim rynku to „11 września. Dzień, w którym zatrzymał się świat” Mitchella Zukoffa, który przez kilkanaście lat śledził losy grupy osób dotkniętych przez zamachy terrorystyczne z pamiętniego dnia. Gdy mówią obrazy Tytułem skierowanym właśnie do młodszych (nastoletnich) czytelników, jest komiks francuskiego dziennikarza Baptiste’a Bouthiera oraz ilustratorki Héloise Chochois „11 września. Dzień, w którym runął świat”. Celem dwojga autorów było przybliżenie wydarzeń tym, którzy ich nie doświadczyli, a także pokazanie, jak szerokie konsekwencje miała miniona tragedia. Aspekt edukacyjny wybrzmiewa w tej publikacji bardzo silnie, ale nie przeszkadza w emocjonalnym odbiorze – przewodniczką po świecie „powrześniowym” jest Julia. Jako dorosła wybiera się pierwszy raz do Stanów, by odwiedzić mieszkającą w Nowym Yorku kuzynkę. Wspomina wrzesień 2001 r., uzupełniając to, czego wówczas jako nastolatka nie wiedziała, o dojrzalszą wiedzę. Jednocześnie poznajemy też inne perspektywy – na przykład historię dziennikarki, która jako pierwsza zrobiła zdjęcia miejscu katastrofy (flashback odbywa się podczas zajęć w szkole, gdy Julia i inne osoby z jej klasy śledzą doniesienia z gazet). Śledzimy też tragedię strażaków, którzy mieli gasić pożar w Word Trade Center, lecz zginęli w gruzach wieży – ocalały pojedyncze osoby, którym udało się dowiedzieć o zagrożeniu i ewakuować na czas. Bauthier przypomina też, że to, co dziś uważamy za rutynę – kontrole na lotniskach, większy podgląd na naze poczynania etc. – to konsekwencje 11 września, tak samo jak wojny w Afganistanie oraz Iraku, ujawnienie informacji NSA przez Snowdena, spadek poparcia dla republikańskiego prezydenta Busha, nadzieję związaną z elekcją Obamy z ramienia demokratów. Podczas lektury rzuca się w oczy bardzo estetyczna, wręcz „lekka” oprawa graficzna pełna pięknych odcieni niebieskiego i różowawoczerwonego. Kolory także stają się przewodnikiem po opisywanej historii – na początku wyraźnie zarysowują granicę między różnymi perspektywami (zwłaszcza amerykańską i francuską), by w końcu zacząć się przenikać – trauma naznaczyła nie tylko Stany, ale i Europę, a lęk przed zamachem terrorystycznym nęka każdą zachodnią metropolię. Tytuły-klasyki, które empatyzują Pierwszy tytuł, który przychodzi na myśl w odpowiedzi na hasło: powieść o 11 września 2001 r., to prawdopodobnie: „Strasznie głośno, niesamowicie blisko” Foera Jonathana Safrana. Książka zebrała pozytywne recenzje i doczekała się głośnej ekranizacji w reżyserii Stephena Daldry'ego z Tomem Hanksem i Sandrą Bullock w obsadzie, dzięki czemu tytuł stał się jeszcze bardziej popularny. Główny bohater, dziewięcioletni Oskar, traci w zamachu ojca. Przemierza ulice Nowego Jorku w poszukiwaniu zamka od tajemniczego odziedziczonego po zmarłym klucza. Boryka się ze swoimi lękami – boi się wiszących mostów, dymu, fajerwerków, panikuje, gdy nie może się skontaktować z rodziną… Nie może spać i obsesyjnie nęka go pytania, jak dokładnie zmarł ojciec. Historia Oskara, choć fikcyjna, jest bardzo reprezentatywna. Safran pokazuje konsekwencje, które pomija się w narracji skierowanej na interpretację skutków politycznych – ślad na dziecięcej psychice. Śledząc narrację, oprócz nad wiek dojrzałego chłopca-półsieroty poznajemy jeszcze dwóch innych narratorów. Wśród chronologicznych przeskoków oraz rozbitych wątków w końcu ujawnia się starannie zdekomponowana całość. Powieścią podejmującą temat 11 września, którą powinni poznać miłośnicy literatury pięknej jest „Sobota” Iana McEwana. Akcja książki dzieje się 15 lutego 2003 r., w Londynie ogarniętym protestami przeciwko wojnie z Irakiem. Głównego bohatera nie obchodzi polityka; wydaje mu się też, że odległa wojna go nie dotyczy. Henry Perowne jest lekarzem skupionym na swojej pracy i racjonalnych aspektach rzeczywistości. Zimowym rankiem widzi na niebie płonący obiekt przypominający mu o zamachach. W ciągu dnia niefortunny zbieg okoliczności sprawia, że musi zmierzyć się z perspektywą Obcego oraz zmienić swoje postrzeganie świata. Agresywny Baxter, który fizycznie atakuje Perowne’a, reprezentuje wykluczonych (zarówno klasowo, jak i biologicznie, cierpi bowiem na chorobę Hutkinsona). Lekarz zdaje sobie sprawę ze swojego kapitału i staje przed dylematem, jak go wykorzystać. Konfrontację tej dwójki można intepretować na wielu płaszczyznach, psychologicznej, społecznej, a także politycznej – jako wzajemne inwazje kultury dominującej i zdominowanej. McEwan skomponował złożoną, nieoczywistą narrację, stanowiącą wyzwanie intelektualne oraz etyczne. W to wszystko zaś wplótł jeszcze hołd dla literatury, pokazując ocalającą moc poezji (motyw można też czytać szerzej, jako pochwałę pacyfizmu). Jeszcze inną perspektywę zobrazował Hamid Mohsin. W „Uznanym za fundamentalistę” brytyjsko-pakistański pisarz pokazał koleje losów Chanteza. Bohater to Pakistańczyk osiadły w Stanach – ukończył prestiżowe studia, pracuje jako analityk finansowy. Jego życie runęło z dnia na dzień, wraz z wieżami Word Trade Center. Islamskie korzenie stały się piętnem, nagle współpracownicy i znajomi zaczęli patrzeć na niego nieufnie, odsuwając się od „obcego”, z którym jeszcze przed zamachem byli na przyjacielskiej stopie. Akceptacja, tolerancja, amerykański sen możliwy do spełnienia przez każdego, bez względu na tożsamość, pochodzenie, okazały się iluzją, wartościami obowiązującymi tylko w przedwrześniowym świecie. Wykluczenie sprawia, że Chantez przewartościowuje swoje życie i wraca do Pakistanu. Własną historię opowiada w formie monologu napotkanemu mężczyźnie. Taka forma nasuwa na myśl skojarzenia z „Upadkiem” Camusa (w powieści pojawia się także Juan Bautista, nawiązanie do postaci Jeana Baptiste Clamence, narratora francuskiego arcydzieła). Powieść celuje jednak w literaturę środka i jest zrozumiała bez znajomości literackich kontekstów. Postać Chanteza została tak wykreowana, że empatyzujemy z nią i łatwiej nam zrozumieć jej perspektywę, nawet jeśli nie popieramy wyborów bohatera. Książka doczekała się ekranizacji w reżyserii Miry Nair. Okiem poety, okiem naukowca W Stanach Zjednoczonych powstały już całe rozprawy na temat utworów poetyckich i całych tomików przetwarzających traumę 11 września. Większość z tych utworów nie doczekała się tłumaczeń na język polski, a jeśli nawet, to były one przedrukowywane w czasopismach literackich, a nie w antologiach. Polskiego czytelnika mogą jednak zainteresować utwory rodzimych poetek. Do reprezentatywnych wierszy należą między innymi „Fotografia z 11 września” Wisławy Szymborskiej, „Wieże” Julii Hartwig oraz „11 września 2001” Ewy Lipskiej. W ostatnim utworze bezpośrednio do tragedii odwołuje się tylko tytuł. Z treści dowiadujemy się, że „świat się spruł” – bardzo trudno ubrać traumę w słowa i dotrzeć do esencji. Z jednej strony to wyraz poetyckiej bezsilności, z drugiej – pochwała dla „prostej” mądrości wypowiadającego te słowa krawca. Hartwig i Szymborska także wielu rzeczy nie dopowiadają, ale jednak idą o krok dalej – obie pokazują, że moment tragedii w jakiś sposób wciąż trwa. Wiersz noblistki inspirowany jest zdjęciem prasowym. Powołuje z powrotem do życia uchwycone postaci na chwilę przed ich śmiercią, która jednak pozostaje niedopowiedziana. Miniony świat jest także żywy w wierszu Julii Hartwig – podmiot poetycki w miejscu dawnych wież napotyka wzrokiem pustkę – dorysowuje więc znane kontury i opisuje życie w wieżowcach przed tragedią. Dla ja lirycznego ono wciąż się toczy, co reprezentuje też zbiorową świadomość społeczeństwa, niemogącego poradzić sobie z traumą, ale wypracowującego strategie pamięci i próbującego zaszyć dziurę w świecie, który „się spruł". Po jakie książki, wiersze lub artykuły zamierzacie sięgnąć? Dajcie znać w komentarzach. Więcej artykułów znajdziecie na Empik Pasje w dziale Czytam. Zdjęcie okładkowe: fragment komiksu „11 września 2001. Dzień, w którym runął świat”, Baptiste Bouthier (tekst), Héloïse Chochois (ilustracje).
11września 2001 roku. Świat zastyga na wieść o ataku na nowojorskie wierze World Trade Center. Setki zdjęć, informacji i pytań bez odpowiedzi. - To było jak zły sen. Nikt nie chciał uwierzyć w to, co się 2001 roku. Świat zastyga na wieść o ataku na nowojorskie wierze World Trade Center. Setki zdjęć, informacji i pytań bez To było jak zły sen. Nikt nie chciał uwierzyć w to, co się stało. Przez kolejne dni po ataku, ludzie chodzili jak zahipnotyzowani. Wtedy po raz pierwszy zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo takie tragedie zbliżają do siebie ludzi - wyznaje Kristen Strum, lektorka w szkole języków obcych w Kristen mieszka w Denver, w stanie Kolorado, ale mimo to odczuła smutek i przerażenie, które ogarnęło jej W moim mieście był mężczyzna, którego ciężarówka stała się zbiorowym aktem jedności. Wypisywano na niej poezję, pożegnania z ludźmi, którzy zginęli, wyrazy jedności z rodzinami ofiar - dodaje września w Stanach Zjednoczonych był Jacek Łumiński, dyrektor Śląskiego Teatru Byłem w domu, w Filadelfii i niczego nie wiedziałem do momentu, kiedy zadzwonił do mnie znajomy. Wiadomość zamurowała mnie tym bardziej, że oświadczył, iż "to jest początek nowej wojny". Włączyłem telewizor i nie wierzyłem własnym oczom. Natychmiast zacząłem poszukiwać znajomych, którzy mieszkają w okolicy lub pracowali w WTC. Na szczęście wszystkich znalazłem. Atmosfera strachu i wyczekiwania dawała się wyczuć w sklepach, na ulicach, restauracjach... Moi znajomi odprowadzają córkę do szkoły w okolicach WTC. Tego rana byli świadkami tego, co się wydarzyło. W popłochu uciekali w kierunku domu. Jedyne o czym myśleli, to żeby uratować siebie. Nie wiadomo było, czy w domu będą bezpieczni, nie wiadomo było, co dalej... Tylko panika, krzyk i pył unoszący się w powietrzu - opowiada Łumiński. I dodaje: - Ani moi znajomi, ani ich rodziny nie zaakceptowali pielgrzymek, odbywających się z całych Stanów do Nowego Jorku, do "Ground O". Ich zdaniem przyświeca im ignorancja, buta i brak gruzów i zapachu spalenizny do końca życia nie zapomni Bartosz Jastal z Bytomia. W tydzień po ataku poleciał do Nowego To, co zastałem na miejscu, wyglądało jak scena z apokalipsy. "Ground 0", czyli teren, na którym stały wieże WTC, jest w rzeczywistości dużo większy, niż w relacjach telewizyjnych. Wokół ogrodzenia ludzie składali kwiaty, zapalali znicze. Oprócz uczucia patriotyzmu, które ogarnęło Amerykę, poczułem także wszechobecny strach. Zawsze pełne nowojorskie metro świeciło pustkami. Ludzie bali się ataku biologicznego - wspomina rok po tragicznych wydarzeniach w Stanach Zjednoczonych pamięć poległych uczczą nie tylko Amerykanie, pamiętają także Wystosowaliśmy list do pani Judy Jacobson, burmistrz Butte, naszego miasta partnerskiego. Zapewniamy w nim o naszej przyjaźni i jedności z Amerykanami. Mamy także nadzieję, że wspólne wysiłki naszych narodów w walce z terroryzmem przyniosą sukcesy - mówi Piotr Konarski, rzecznik prasowy Urzędu Miejskiego w Szkół Ogólnokształcących im. J. F. Kenedy?ego w Bytomiu uczci dziś pamięć ofiar minutą Rada młodzieżowa przygotowała apel i gazetkę, na której znalazły się wyrazy naszego współczucia. Mottem przewodnim jest wiersz "Fotografia z 11 września" Wisławy Szymborskiej. W czasie apelu przypomnimy wydarzenia ubiegłego roku, przeczytamy prasowe doniesienia - mówi Maria Gąbin?Kwiecień, dyrektor szkoły. Polecane ofertyMateriały promocyjne partnera
fotografia z 11 września