Cały dom chwieje się tak jak pijany Trzęsie się cały od piwnic aż po strych Balet widm potrafi trwać aż do rana Człowiek się czuje wciąż jak spocona mysz Nawiedzony dom Ostateczny Sąd Nie ma nawet jak Jak uciec stąd Budka Suflera, Nawiedzony dom Przyszły rok będzie wyjątkowy. Niemal na każdy tydzień zaplanowano wydarzenia upamiętniające
Pośredniczka. Pośredniczka ( ang. The Mediator) – seria książek dla nastolatek autorstwa amerykańskiej pisarki Meg Cabot. Seria składa się z ośmiu tomów. Pierwsze cztery tomy Cabot opublikowała pierwotnie w wydawnictwie Simon and Schuster, pod pseudonimem Jenny Carroll. Pozostałe tomy wydane zostały przez wydawnictwo HarperCollins
Według niektórych taka historia zdarzyła się naprawdę – w lesie w Witkowicach w Małopolsce. Podobno w tym nawiedzonym lesie w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach zaginęło dziewięcioro studentów. Do dziś nie wiadomo, co się z nimi stało – faktem jest, że las w Witkowicach okryty został mroczną legendą. Dom przy ul.
Porównaj ofertę z konkurencją. Jesteśmy w stanie zapewnić lepszą ofertę cenową na akomodację, salę konferencyjną czy atrakcje na event. Wyślij nam ofertę otrzymaną od konkurencji, a my zniwelujemy jej koszt o minimum 20%. Serwis Firma Eventowa zajmuje się kompleksową organizacją konferencji, szkoleń i imprez firmowych na
. Duchy, zjawy i niezwykłe zjawiska to opowieści, które fascynują i mrożą krew w żyłach. W naszym kraju także funkcjonują. Przedstawiamy nawiedzone miejsca w Polsce. Odważycie się poznać ich historię? Nawiedzone miejsca w Polsce Kwestia duchów od lat budzi różne skojarzenia. Wiele osób w nie wierzy i na całym świecie występują doniesienia o spotkaniu z nimi i w każdym kraju znajdziemy mroczne historie o duszach, które pozostały na ziemi. #1 Dom w Wojciechowie Ten dom nie jest opuszczony i zamieszkany jest przez rodzinę, która nie chce się ujawniać. Zjawa najczęściej nęka najmłodszą córkę matki, która tam mieszka. To wysoka postać w kapturze z czerwonymi oczami. To nie jedyne paranormalne zdarzenia. Często w nocy słychać jak coś stuka w ścianę pokoju – mówią mieszkańcy. – Słychać też taki nieprzyjemny dźwięk, jakby ktoś przejeżdżał paznokciami po meblach – dodają. Najbardziej jednak przerażające jest, kiedy słychać drapanie w łóżko, na którym się śpi – nie kryją domownicy. Mieszkańcy wioski niewiele są w stanie powiedzieć na temat historii domu, w którym mieszka rodzina. Przybyli tutaj po II wojnie światowej i dom jest poniemiecki. Lebork nasze miasto #2 Las Ruda – Popioły w Łodzi Las Ruda Popioły położony jest na 65 hektarach w południowej części miasta. Przez las przebiega ulica Popioły, od której wzięła się nazwa okolicy. Podobno robotnicy, którzy budowali bunkry w czasie II Wojny Światowej w okolicach willi, zostali brutalnie zamordowani. To właśnie ich duchy mają straszyć w okolicy. Obecnie większość obszaru pokrywają ruiny i co jakiś czas pojawiają się relacje o duchach. Jęki, krzyki, dziwne postacie na tle zrujnowanych budowli. Inną historią jest opowieść o zaginionych tuż po wojnie dzieciach ze szkoły podstawowej, które miały wyjść na spacer po lesie wraz ze swoją nauczycielką i nigdy nie wróciły. Spacerujący w nocy słyszą szloch dzieci i błagania o ich odnalezienie. Instagram #3 Nawiedzona Komenda w Konstancinie Komisariat nie kojarzy się przyjemne. Budynek ma około 80 lat i ponoć zawsze mieściły się w nim różnego rodzaju służby mundurowe i podobno także lokalni policjanci wspominali o tajemniczych odgłosach i krokach często słyszanych na nocnej zmianie. Możliwe, że budynek jest nawiedzony ze względu na to, że lata temu znajdowała się tu siedziba UB. Nawiedza ją duch milicjanta, który przez lata torturował swoje ofiary i szuka odkupienia. Mowa także o jękach, które słychać w nocy. Mają je wydawać dusze torturowanych więźniów, którzy skonali w trakcie tortur, które UB uwielbiało stosować podczas przesłuchań. Morizon #4 Szpital psychiatryczny w Owińskach Zakład psychiatryczny w Owińskach założony w 1838 roku. Z powodu dużego zainteresowania personel nie narzekał na liczbę pacjentów. Już w 1871 roku znajdowało się tam ponad 120 osób, zaś w 1939 roku liczba pacjentów wynosiła 1100. Niemieccy zbrodniarze w 1939 roku zamordowali wszystkich pacjentów tej placówki. Od tego czasu uważa się to miejsce za nawiedzone. Śmiałkowie odwiedzający ruiny szpitala twierdzą, że w budynku można usłyszeć jęki i złowieszcze chichoty. Mówi się także o widmie dziecka, które pojawia się tylko na kilka chwil, by przerazić obserwującego. Po 1945 roku na terenie szpitala utworzono placówkę wychowawczą. W 1952 znajdował się tam ośrodek dla dzieci niewidomych, który ostatecznie zlikwidowano w 1994 roku. Sadistic #5 Zamek w Ogrodzieńcu Ruiny zamku znajdują się na jurze Krakowsko-Częstochowskiej i dawniej była to perła Orlich Gniazd, dziś przyciąga liczne grupy turystów odwiedzających Małopolskę. Twierdza, wzniesiona między XIV a XV wiekiem przez ród Włodków Sulimczyków, swoją reputację zawdzięcza mrocznym legendom. Zaobserwowano nawet, że zwierzęta, które znajdują się w okolicy ruin, często zachowują się nietypowo – zaczynają warczeć lub zlęknione uciekać. Jedną z najbardziej mrożących krew w żyłach opowieści jest przekazywana od wieków z ust do ust historia o czarnym psie. Legenda mówi, że ten zwierz ciągnie za sobą długi, brzęczący łańcuch, a jego oczy płoną żywym ogniem. Instagram A czy wy znacie opowieści o zjawach z naszego kraju?
Do przerażających wydarzeń w domu przy ul. Szeligowskiej doszło wiosną 1986 roku. Tragiczną historię rodziny oraz wspomnienia okolicznych mieszkańców w swojej najnowszej książce pt. "Widziadła" opisuje Janusz Szostak. Warto zaznaczyć, że w tamtym czasie, dom przy ul. Szeligowskiej 32 zamieszkiwały dwie rodziny: jedną część budynku zamieszkiwał 41-letni Janusz S. z 30-letią żoną Aldoną oraz ich dzieci: 13-letnia Patrycja i 10-letni Eryk. Z kolei druga część budynku zajmowana była przez matkę mężczyzny Alicję i jej córkę Danutę N. NIE PRZEGAP: Dramat na Bielanach. Pod Kobietą zarwał się lód. Próbowała uratować swojego pieska [ZDJĘCIA] By przytoczyć szczegóły tych potwornych zdarzeń, autor posiłkuje się reportażem "Prawdziwa historia nawiedzonego domu" Bartłomieja Mostka. "Tego dnia 13-letnia Patrycja S. i jej 10-letni brat Eryk nie pojawili się na lekcjach w Szkole Podstawowej nr 306 na warszawskim Bemowie. Był piątek, 25 kwietnia 1986 roku. Wkrótce potem ich koleżanki i koledzy dowiedzieli się od nauczycieli, że cała rodzina S. zginęła w wybuchu gazu. Dopiero po jakimś czasie, z plotek młodzi ludzie dowiedzieli się, że przyczyną śmierci rodzeństwa nie był gaz, ale zbrodnia (…)"- pisał Bartłomiej Mostek. Pierwsze sygnały nie wskazywały na to, by w domu doszło do przerażającej zbrodni. Straż pożarna otrzymała bowiem informację o pożarze. W akcji udział brało osiem zastępów straży pożarnej, a straty, które spowodował szalejący żywioł, były spore. Zorientowano się, że pożar nie był przypadkiem. Gdy już udało się okiełznać ogień, strażacy i milicjanci weszli do domu. To, co tam zastali zszokowało wszystkich. - W pokoju stołowym obok siebie leżały zwłoki kobiety i mężczyzny, a przy jego nogach leżała strzelba. Podłoga została oblana benzyną, zaś obok stołu stał otwarty kanister. Kobieta zginęła od postrzału szyi, mężczyzna zaś został postrzelony w część żuchwową twarzy. W sąsiedniej sypialni, na łóżku, twarzą do poduszki leżał ubrany w piżamę chłopiec. Gdyby nie rozległa rana postrzałowa pleców, można by pomyśleć, że śpi. W ostatnim pokoju, wciśnięta w kąt, skulona w pozycji embrionalnej, klęczała nastoletnia dziewczyna. Miała na sobie nocną koszulę, z której boku płynęła krew. Jak później stwierdzono, strzał z broni myśliwskiej przebił na wylot jej ramię, a następnie zmiażdżył serce (…) - pisał w swoim reportażu Bartłomiej Mostek. W sprawie tragicznych wydarzeń śledczy nie mieli żadnych wątpliwości. To Janusz S. zamordował swoją rodzinę, a później sam popełnił samobójstwo. Prawdopodobnie zrobił to z zazdrości o żonę. Ostatecznie śledztwo w sprawie morderstwa umorzono. "Kwestia powodów, dla których doszło do tragedii, pozostanie na zawsze otwarta. (…) Podłożem więc dokonania zabójstwa i samobójczej śmierci Janusza S. mogły być głębokie nieporozumienia rodzinne, których w toku śledztwa nie można w sposób absolutnie obiektywny ustalić, bądź też choroba psychiczna Janusza S., która pojawiła się niespodziewanym silnym atakiem z bliżej nieokreślonej etiologii. W świetle zebranego materiału dowodowego nie stwierdzono bowiem również, że Janusz S. mógł na taką chorobę cierpieć" - wyjaśniał decyzję o umorzeniu śledztwa prokurator Mirosław Kaliski. Co tak naprawdę wydarzyło się 25 kwietnia 1986 roku, już na zawsze pozostanie tajemnicą. Ciekawy jest jednak fakt, że po tragicznych wydarzeniach na ul. Szeligowskiej zaczęły pojawiać się historie o duchach, które nawiedzają zniszczony dom. - Kiedyś poszedłem tam z psem na spacer. Zatrzymałem się koło bramy. Nawet miałem zamiar wejść na teren tej posesji, ale Power stanął przed furtką jak wryty, zjeżyła mu się sierść na grzbiecie i nie chciał ruszyć się z miejsca. Mówi się, że zwierzęta czują i widzą więcej niż człowiek. I on chyba wtedy coś tam zobaczył - przyznał w rozmowie z Januszem Szostakiem mężczyzna mieszkający w pobliżu nawiedzonego domu. Na internetowych forach krążą nieprawdopodobne historie o duchach. Te przedstawione w książce "Widziadła" pochodzą z lat 2007-2009. Oto kilka z nich: "Wieczorami w oknach tego domu nieraz widać poświatę od włączonego telewizora, a niekiedy dochodzi stamtąd muzyka. Podobno nawet bezdomni boją się tam zamieszkać" - napisała na jednym z forów internetowych Ala. "Byłam tam wieczorem i widziałam, jak starsza pani rozwieszała pranie w ogródku na sznurach między drzewami. Pojechałam tam następnego dnia rano. Nie było prania, ani nawet sznurów, a dom wyglądał na opuszczony" - stwierdziła Sonia. "Zawsze jak wracam z pracy, to widzę, jak w oknie stoi malutki chłopiec (…)" - opowiedział Patryk. Niestety, dla osób, które na własnej skórze chcą sprawdzić te pogłoski mamy zła nowinę. W 2012 roku zrujnowany dom przy Szeligowskiej 32 kupił deweloper, który chciał zbudować tam osiedle mieszkaniowe. Kolejny pożar, który dotknął dom 5 stycznia 2013 roku, ostatecznie przesądził o jego losie. Obecnie w miejscu "nawiedzonego domu" stoi niewielkie osiedle. Czy jego mieszkańcy zdają sobie sprawę, jak mroczną historię miał przed laty ten adres? Sonda Czy wierzysz w duchy? Tak Nie Trudno powiedzieć Więcej informacji na temat tej i innych historii znajdziesz w książce Wydawnictwa Harde "Widziadła", autorstwa Janusza Szostaka. Książka do kupienia tutaj. i Autor: Wydawnictwo Harde Książka Wydawnictwa Harde "Widziadła", autorstwa Janusza Szostaka. Seriale dla kobiet, które warto obejrzeć
W Dąbrowie Górniczej jest dom, w którym straszy? Skryty w bluszczu i bujnej roślinności dom na terenie jednej z dzielnic, na obrzeżach miasta skrywa mroczną tajemnicę. Przed laty doszło tam do ogromnej tragedii. Krążą pogłoski, że w tym domu straszy, a duchy przeszłości nadal tkwią w jego murach. Miejsce to postanowiła więc sprawdzić profesjonalna grupa zajmująca się zjawiskami paranormalnymi - Mystery Hunters. Weszli tam w nocy, żeby zbadać, czy budynek naprawdę nawiedza mroczna siła. Co tam zastali? Jakie są wyniki ich eksploracji i badań?Dramatyczne wydarzenia, dwie ofiary, jedna przypadkowa By odnieść się do tego, co dzieje się tam współcześnie, trzeba cofnąć się kilkanaście lat wstecz. Do momentu, kiedy w tym domu mieszkała - wydawałoby się w tamtym momencie - normalna, spokojna rodzina z dziećmi. Wszystko zaczęło się jednak zmieniać z czasem. Doszło do psychicznego i fizycznego znęcania się męża nad żoną. Kobieta w pewnym momencie nie wytrzymała bólu i cierpienia. Wynajęła płatnych zabójców, żeby pozbyć się małżonka. Pech chciał, że feralnej nocy mąż nie był w domu sam. Był z nim sąsiad rodziny. Można powiedzieć, że plan wypalił, ale doszło do komplikacji. W momencie, kiedy do domu weszli mordercy, a było ich trzech, okazało się że w gościnę do jej męża przyszedł wspomniany sąsiad. W efekcie czego śmierć poniosły dwie osoby, w tym ta niewinna. Kobieta uciekła w obawie o konsekwencje swojego czynu za granicę. Dopiero po 10 latach została zatrzymana przez włoską policję i skazana potem na 15 lat pozbawienia wolności. To jednak nie koniec mrocznej historii tego domu. Podobno po zapadnięciu zmroku, dzieją się w środku nadprzyrodzone zjawiska. Głośne stuknięcia, krzyki, jęki. Nawet grupy urbexowe, które natknęły się na ten dom, doświadczyły zjawisk trudnych do wytłumaczenia. Ich kamery samoistnie się wyłączały, a pozostały sprzęt rozładowywał się w błyskawicznym tempie. Czuć było ciężką atmosferę, a energia witalna spadała zatrważająco. Takie właśnie dziwne sytuacje spotkały członków zagłębiowskiej grupy Last Urbex, która wspólnie z zaproszonymi gośćmi z innych grup odwiedziła ostatnio ten tajemniczy dom. Mistery Hunters zbadali to tajemnicze miejsce. Stuki, puki, dziwne głosy. Może to faktycznie duch?- Dostajemy mnóstwo wiadomości o potencjalnie nawiedzonych miejscach w całej Polsce. Jedne się potwierdzają, drugie można włożyć między bajki. Ten dom zainteresował nas szczególnie nie tylko poprzez tragedię, która się tam rozegrała, ale też przez relacje świadków, którzy byli na miejscu i doświadczyli czegoś paranormalnego. Zawsze z ekscytacją jedziemy do takich obiektów. Z żądzą poznania, czy kryją coś nawiedzonego – mówi Radek, członek Mystery Hunters. W Dąbrowie Górniczej jest dom, w którym straszy? Podobno dzi... Mystery Hunters to jedyna ekipa w Polsce posiadająca liczny, profesjonalny sprzęt do badania zjawisk paranormalnych. Kamery full spectrum rejestrują obraz niewidoczny dla ludzkiego oka. Detektory pola elektromagnetycznego, czujniki ruchu, mierniki temperatury, czy rejestratory EVP (Electronic Voice Phenomena) pozwalają nagrać dźwięki zza światów i nawiązać kontakt z duchami. Badania nawiedzonego domu w Dąbrowie Górniczej przyniosły zaskakujące efekty. Rejestratory EVP niejednokrotnie nagrały głosy nie z tego świata, a czujniki ruchu wskazywały na obecność niewyjaśnionych sił w tym obiekcie. Ekipa łowców duchów doświadczyła również kilku donośnych stuknięć w pomieszczeniach, w których się znajdowali. Mogłoby to wskazywać nawet na Poltergeista. - Relacje świadków i nasze obawy potwierdziły się. Badania pokazały, że w tym miejscu czai się jakaś mroczna siła. Słychać było masywne uderzenia tuż obok nas, tak jakby duchy tego miejsca gromadziły energię i chciały ujawnić swoją obecność. Użyliśmy urządzenia o nazwie Pryzmat, który za pomocą diod pozwala na komunikację z duchami. Na zadawane pytania zamknięte, uzyskaliśmy konkretne odpowiedzi. Również jeden z nas w pewnym momencie poczuł się na tyle słabo, że musiał na jakiś czas opuścić nawiedzony dom - tłumaczy Michał, jeden z członków Mystery Hunters odwiedziła kilkadziesiąt nawiedzonych i tajemniczych miejsc na terenie całej Polski. Jakie efekty przyniosły badania w Dąbrowie Górniczej? Pełną relację z badań oraz więcej nietypowych zjawisk znajdziecie na ofertyMateriały promocyjne partnera
Opustoszałe szpitale, ruiny zamków, lasy i stare fabryki, które skrywają mroczne tajemnice. Gdzie w Polsce straszy? Oto lista 10 miejsc, które przyprawiają o gęsią skórkę. W centrum Warszawy straszy? Mówi się, że mieszkanie na pierwszym piętrze kamienicy na rogu ul. Wilczej i Alei Ujazdowskich od lat jest nawiedzone. Miejska legenda głosi, że pod koniec XIX wieku młody student popełnił tam samobójstwo. Później zarządca budynku zamordował tam Aleksandrę Grobicką i zamurował jej ciało pod posadzką. Ale to jeszcze nie koniec strachów pod tym adresem. Mieszkająca tam żona jednego z warszawskich dygnitarzy dowiedziała się o licznych zdradach męża. W rozpaczy poderżnęła gardła dwojgu małoletnich dzieci nożem kuchennym, męża zastrzeliła a sama powiesiła się na klamce drzwi do mieszkania. Dziś lokatorzy twierdzą, że nadal na korytarzach można usłyszeć płacz dzieci czy przerażający krzyk kobiety. Czasem też u bram kamienicy można „spotkać” studenta z białym psem. Szpital psychiatryczny w Owińskach Nic bardziej nie kojarzy się z horrorami o upiorach niż opuszczone szpitale psychiatryczne. Jedno z takich miejsc znajduje się kilkanaście kilometrów od Poznania w miejscowości Owińska. Szpital otwarto 1838 roku, w budynku dawnego klasztoru cystersów. W trakcie II wojny światowej pensjonariusze zostali wymordowani przez hitlerowskie wojsko, które później zajęło budynek. Teraz budynek stoi pusty i pilnuje go ochrona a jednak czasami w środku palą się światła, widać przemykające postaci, słychać głosy i płacz. Komisariat w Konstancinie-Jeziornie Komisariat przy ulicy Niecałej w Konstancinie-Jeziornie jest nawiedzony przez niebieskiego upiora – ducha byłego oficera. Paranormalne zjawiska potwierdzają zarówno mieszkańcy jak i funkcjonariusze, którzy tam pracowali. Legenda głosi, że w latach 50. ubiegłego wieku dochodziło tam do brutalnych przesłuchań i tortur, które niejednokrotnie prowadziły do śmierci. Mogło tak być, ponieważ znajdował się tam Urząd Bezpieczeństwa. Największych zbrodni miał dopuścić się jeden oficer, którego duch snuje się do dziś korytarzami komisariatu. Dom na ulicy Kosocickiej w Krakowie Jeden z najstraszniejszych domów w Polsce stoi w Krakowie przy ulicy Kosocickiej 8. Przekazów na temat tego miejsca krąży wiele. Jedna z nich głosi, że na tej działce znajdował się cmentarz, gdzie chowano ofiary cholery, kaplica cmentarna zresztą stoi tu do dziś. Chłopom przychodzącym na cmentarz miał się ukazywać szatan. Inna legenda głosi, że w tym domu doszło najpierw do bratobójstwa, a potem samobójstwa gospodarza. Ci, którzy badali to miejsce twierdzą, że jest ono wyjątkowo aktywne. Nocą można usłyszeć tam krzyki i wyraźnie czuć obecność złej energii. Mówi się nawet, że kolejni właściciele domu znikali w niewyjaśnionych okolicznościach, a niektórzy odwiedzający to miejsce kilka dni później… umierali. Las samobójców w Witkowicach W podkrakowskich Witkowicach jest las, który przyprawia o gęsią skórkę. Mieszkańcy okolicznych miejscowości mówią, że dokończyło tam żywota wielu samobójców. Najbardziej mrożącą krew w żyłach opowieścią jest tak o grupie 9 studentów, którzy w październiku 2001 roku świętowali tam rozpoczęcie roku akademickiego i zniknęli bez śladu. Gdy policja zaprzestała poszukiwań, kontynuowali je przyjaciele zaginionych. Znaleźli w lesie analogowy aparat fotograficzny, a po wywołaniu taśmy okazało się, że należał do zaginionych studentów. Na zdjęciach mieli zniekształcone twarze, a las wokół zdawał się wcale nie przypominać tego w Witkowicach. Więcej dowodów nie znaleziono. Dwadzieścia lat później nadal nie wiadomo, co się stało. Stara cerkiew w Chróścinie Nawiedzona cerkiew w Chróścinie stoi niespełna 40 km od Wielunia. Według legendy w okolicy cerkwi po zmroku pojawia się duch chłopca, który najpierw zgubił się w lesie, a potem utopił w pobliskim stawie blisko 120 lat temu. Ciała jego rodziców znaleziono w latach 50. ubiegłego wieku pod podłogą cerkwi. Podobno nie raz spacerowicze spotkali tu małego chłopca, pytającego o swoich rodziców, który po chwili znikał bez śladu. Masońska willa w Gdańsku Willa stoi na wzgórzu Sobótka w Gdańsku, które niegdyś było ulubionym pomorskich czarownic. Żaden z właścicieli tego miejsca nie zagrzał tam miejsca. Około 1925 roku willę kupił zarząd wolnomularzy Gdańska i Sopotu, który organizował tam spotkania Loży Trzech Sal. Potem budynek przejął oddział gdańskiej TVP. Teraz za dnia świeci pustkami, ale sąsiedzi twierdzą, że nocą widać feerie demonicznych barw i świateł. Nawiedzony dom rodziny Pokropskich Rodzina Pokropskich z Turzy Wielkiej w gminie Działdowo utrzymuje, że w ich domu dzieją się paranormalne zjawiska. W nocy słychać pukanie do drzwi, z regałów spadają przedmioty, inne z kolei lewitują. Pokropscy któregoś popołudnia znaleźli również noże ułożone w toalecie na znak krzyża. Innego dnia z sufitu kapała woda, mimo że dach był szczelny. Interweniował nawet ksiądz. Po odmówionej modlitwie w stronę duchownego zaczęły uderzać różne przedmioty, a krzyż zawieszony nad drzwiami się odwrócił. Duchowny uciekł z mieszkania pana Kazimierza i pani Krystyny. Ksiądz polecił rodzinie opuścić nawiedzone mieszkanie. Nie pomogła również wizyta egzorcysty. Blok przy ul. Herbsta 4 Mieszkańcy bloku przy ulicy Herbsta 4 na warszawskim Ursynowie twierdzą, że budynek jest nawiedzony. Częściej niż można by się spodziewać dochodzi tam do morderstw, pożarów, samobójstw i innych tragicznych wydarzeń. Miejska legenda głosi, że komunistyczny rząd odebrał ziemię rolnikowi, ten miał przekląć ziemię lub według innych „rzucić na nią klątwę”. Inna wersja mówi o tym, że popełnił też samobójstwo. W ostatnich latach najpierw z balkonu skoczyła młoda kobieta, później młody chłopak odebrał swoje życie w podobny sposób, a kolejny powiesił się w piwnicy. Samobójstwo popełnił w tym miejscu nawet listonosz. Jeden z lokatorów miał też brutalnie żonę siekierą. Mieszkańcy mówią o „złej energii” tego miejsca. Duch zakonnicy Legendy o byłym zakonie sióstr Misjonarek Miłości przy ul. św. Jacka krążą po Katowicach od dawna. Podobno na ścianach budynku widać poruszające się cienie, drzwi i okna same się otwierają i zamykają, a samego miejsca od lat ma pilnować czarny kot. Źródło: Kryptonim GHOST/Urbex History/National Geographic/Fakt/Kroniki Dziejów/
nawiedzony dom w polsce